Umiejętność przyjmowania

XIV NIEDZIELA ZWYKŁA, 3 lipca 2016

Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich:
«Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie! Oto posyłam was jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie.
Gdy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: Pokój temu domowi. Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co będą mieli: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. Lecz jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu».
Wróciło siedemdziesięciu dwóch z radością, mówiąc: «Panie, przez wzgląd na Twoje imię nawet złe duchy nam się poddają».
Wtedy rzekł do nich: «Widziałem Szatana, który spadł z nieba jak błyskawica. Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednakże nie z tego się cieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie».
(Łk 10, 1-12. 17-20)

W zeszłym roku wybraliśmy się z jednym ze współbraci na pielgrzymkę szlakiem św. Dominika. Podróżowaliśmy w habitach, wyłącznie autostopem, bez żadnych ustalonych wcześniej noclegów. Chcieliśmy zdać się na Bożą Opatrzność. Mieliśmy jedno postanowienie: jeśli w trakcie podróży któryś z kierowców zaprosi nas do siebie, to niezależnie od tego, czy jest antyklerykałem, muzułmaninem, buddystą, Hindusem czy też zupełnie niereligijną osobą (takich było najwięcej), przyjmiemy to zaproszenie, nawet jeśli miałoby to wydłużyć dotarcie do celu. Podczas przejazdu przez Szwajcarię pewien człowiek zaprosił nas do restauracji na obiad, proponując, abyśmy sami wybrali sobie danie z menu. Choć odczuwałem głód, odmówiłem, nie chcąc naciągać kierowcy na drogi posiłek. Wydawało mi się wówczas, że postąpiłem słusznie.

Kiedy kilka tygodni później opowiadałem o tym zaprzyjaźnionym kapucynom, którzy od lat mieszkają w klasztorze utrzymującym się z żebrania, usłyszałem coś, co mnie bardzo zaskoczyło: „Odmawiając jedzenia, nie pozwoliłeś, aby ten człowiek przyjął na siebie błogosławieństwo Chrystusa”. Jakie błogosławieństwo? Przecież zaoszczędziłem mu jedynie kłopotu – tłumaczyłem się. Dopiero, gdy przeczytałem uważniej fragment mówiący o rozesłaniu uczniów przez Jezusa, zrozumiałem, co franciszkańscy bracia mieli na myśli.

Nakaz nieprzechodzenia z domu do domu jest wskazówką, aby z wdzięcznością przyjmować gościnę, jakakolwiek ona jest. Postawa niezgody na pomoc jest zamknięciem się na Pana Boga, który działa poprzez innych ludzi (nawet jeśli sami o tym nie wiedzą). Niechęć do przyjmowania pomocy może więc wynikać nie tyle z pokory, ile z pychy, z egoistycznego myślenia, że jestem samowystarczalny i nie potrzebuję innych ludzi.

Jeszcze jedna myśl dotycząca czytań. W żadnym miejscu Pisma Świętego nie obiecano nam, że zawsze będziemy traktowani przyjaźnie. Owszem, będzie wiele takich momentów, ale spotkamy się też z odrzuceniem, drwiną, a nawet prześladowaniem. To także jest wpisane w nasze życie. Jak pisze św. Paweł, to właśnie „blizny trudnych przeżyć” sprawiają, że stajemy się coraz bardziej Chrystusowi. Zamiast więc obrażać się na ludzi, rozpamiętując wyrządzone nam krzywdy, lepiej zastosować Jezusową radę, czyli „otrzepać się z prochu”.

Krzysztof Pałys OP
pobrano z: miesiecznik.wdrodze.pl