Taniec duszy i ciała

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra oraz do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: «Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono».
Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka.
Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą w jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, które mówi, że On ma powstać z martwych.
(J 20, 1 – 9)

W zmartwychwstaniu Jezusa najbardziej fascynuje mnie i zadziwia to, że przywrócił do życia CIAŁO. Oczywiście też to, że zwyciężył śmierć, piekło i szatana. To, że otworzył nam drogę do nieba – również. To, że kamień został odwalony od grobu – także. Jednak najbardziej to, że przywrócił do życia CIAŁO. Odtąd aż do końca powtarzać będziemy „wierzę w ciała zmartwychwstanie”.

Ciało. Zdolne do odczuwania radości, smutku, przyjemności, udręki (choć TAM, obiecuje Pismo, „ani krzyku, ani płaczu już nie będzie”); rozsmakowane w winogronach, figach, daktylach, mącznych plackach, rybach; podziwiające lilie polne i zasłuchane w świergot ptaków niebieskich; głaszczące kędzierzawe czupryny dzieci; głośne, żywotne, piękne. Spieszno Jezusowi było do ciała. Wytrzymał bez niego niecałe trzy dni. Nie mógł inaczej, bo dusza nie chce istnieć bez ciała. Nie leży to w jej naturze. Człowiek nie istnieje bez ciała. Człowiek to „taniec” duszy i ciała.

Nie sądzę, żeby Jezus zrobił to na przekór wysuszonym, postponującym ciało ascetom. Dość przecież uciechy z samego ciała, więc po cóż jeszcze sycić się przekorą. Zrobił to, co obiecał. Zbawił całego człowieka. Nie tylko od śmierci wiecznej, nie tylko od grzechów. Nie tylko pojednał człowieka z Bogiem, nie tylko człowieka przebóstwił. Pojednał człowieka z samym sobą. Zbawił od udręki rozdarcia tego co duchowe i cielesne, ofiarował harmonię, wprowadził pokój, odpocznienie. Nareszcie człowiek może być człowiekiem! Nikim więcej i nikim mniej. Człowiekiem! Zadziwiające to dla mnie. Zwłaszcza w kontekście niezwykle uduchowionego przesłania, głoszonego przy okazji Uroczystości Zmartwychwstania. Wszystko, co słyszę, jest takie duchowe. I nagle pojawia się, ni stąd, ni zowąd, zmartwychwstanie ciała. Jakby Bogu zależało (mocno w to wierzę!), by człowiek miał ciało, dotykał ciałem, śmiał się ciałem, widział, słyszał, smakował, kochał ciałem, cieszył się ciałem!

Wszyscy, prędzej czy później, będą musieli (no, może „nie musieli”: będą mogli, o ile będą chcieli) pojednać się z ciałem. Może na tym polega między innymi czyściec. Każdy, uwikłany w jakąkolwiek pogardę, czy dla ducha, czy dla ciała, będzie miał szansę nauczyć się szacunku dla obu. Ważne to dla mnie, by nie przeciwstawiać: albo cielesne, albo duchowe. Przez to, co przemijalne, idziemy przecież do tego, co trwałe. Ważne jest i doczesne, i wieczne. To nie przeciwstawne wartości! Z jednego ŹRÓDŁA pochodzą obie. W tym samym kierunku, do tego samego CELU nas prowadzą.

Tomasz Golonka OP
pobrano z: miesiecznik.wdrodze.pl