Po co się kryć?

XII NIEDZIELA ZWYKŁA

Jezus powiedział do swoich apostołów:
«Nie bójcie się ludzi! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach.
Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.
Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie».
(Mt 10, 26 – 33)

Jedną ze strategii politycznych, wykorzystywanych na całym chyba świecie, przynajmniej tym o demokratycznym rysie, jest uprzedzanie przeciwników politycznych w ujawnianiu niewygodnej prawdy o sobie. Jeśli wiadomo, że jakaś kompromitująca sprawa z przeszłości dostała się w ręce opozycyjnej frakcji, trzeba ją uprzedzić w jej upublicznieniu. Dokonać aktu publicznego wyznania win. Istnieje zawsze szansa, że uda się wtedy uniknąć spadku poparcia, skandalu czy kompromitacji, o ile oczywiście sprawa nie jest zbyt poważna lub całkowicie dyskwalifikująca. I o ile zazwyczaj niewiele można się nauczyć od współczesnych polityków, akurat z tej zasady można by skorzystać. Nie w celu minimalizacji strat, ale w celu zdobycia Królestwa Niebieskiego jak najszybciej. Dlaczego?

Myślę, że kiedy słyszymy dziś słowa Pana Jezusa o tym, że wszystko, co ukryte, będzie kiedyś wyjawione i że wszystko, co dzieje się w ciemności, wyjdzie kiedyś na światło dzienne, większość z nas przechodzi lekki dreszcz. Ogarnia nas niepokój. W końcu ostatnią rzeczą, o jakiej marzymy, jest to, aby nasze grzechy czy zło, które w naszym życiu się dokonuje, zostały ujawnione. Zagarniamy je konsekwentnie w cień, zostawiamy dla siebie tylko albo wręcz sami przed sobą próbujemy je ukryć. I jak łatwo ze słów Pana Jezusa wywnioskować, nie jest to najlepszy pomysł. Jedna z teologicznych interpretacji czyśćca mówi, że będzie on polegał na upublicznieniu naszych słabości dokonanym przez nas samych. Będziemy musieli stanąć przed każdym, kogo w życiu skrzywdziliśmy, i będziemy musieli wyjawić swoją winę. Tak, aby mogła zostać przebaczona, abyśmy mogli zostać przyjęci w miłości przez tych, którym wyrządziliśmy zło.

W ten sposób dokona się nasze oczyszczenie. W ten sposób staniemy się wolni. Od zła, od popełnionych grzechów, wreszcie od opinii, którą tak skrupulatnie, choć często fałszywie, próbujemy sobie budować. Może więc warto zacząć czyściec już teraz? Po co czekać do śmierci? Może warto, tam, gdzie jest to możliwe, wyjawić swoją winę przed tymi, którzy na to czekają. Którzy może chcieliby przebaczyć, ale nie mogą z powodu naszego lęku, naszej obawy przed zdemaskowaniem. Poddając się łasce przebaczenia, stajemy się coraz bardziej wolni. Stajemy się mieszkańcami Królestwa, których prawda jest znana wszystkim, bo nie ma w nich nic ukrytego. Wszystko zostało wyjawione i oczyszczone. Po co się kryć?

Adam Szustak OP
pobrano z: miesiecznik.wdrodze.pl