Odzyskać rzeczywistość

II NIEDZIELA ZWYKŁA

Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: „Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi».
Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który zstępował z nieba jak gołębica i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: „Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego na Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym”.
Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».
(J 1, 29 – 34)

To była mocna prezentacja. Twardy realizm, zdrowa krytyka, rzetelna analiza. Bez ogólnikowego narzekania czy agresywnych personalnych kampanii, prelegentka apelowała do słuchających ją ponad 200 młodych ludzi, by z pasją bronili… rzeczywistości. Rzecz dotyczyła seksu, małżeństwa, rodziny i społeczeństwa. Nic nowego: seks jako bezcenny dar wymagający odpowiedzialności, małżeństwo jako trwały związek mężczyzny i kobiety, otwarty na życie i mający fundamentalne znaczenie nie tylko dla pary małżonków, ale i dla całej społeczności. Nic nowego, lecz coraz mniej to wszystko oczywiste. Końcowa kadencja prelekcji: dramatycznie mroczna wizja przyszłości naszego świata, zdeformowanego przez wzrastający chaos pojęciowy; jednak ostatni akord pobrzmiewa nadzieją: tak wcale nie musi się stać! To w nasze ręce złożone zostało zadanie: przynieść światło, właśnie w ten mętlik i mrok. By odzyskać rzeczywistość.

Przerwa na kawę. W sali zostaje zapłakana dziewczyna. – To straszne – mówi. Próbuję pocieszyć, zgadując, że przeraziła ją wizja pogrążającej się w bezładzie zachodniej cywilizacji. – Jestem chrześcijanką!– wyrzuca z siebie – i dlatego nie mogę tolerować tego języka nienawiści! Jakim prawem ta kobieta ocenia indywidualne wybory innych ludzi!? Każdy jest tym, kim chce być, kocha tak, jak chce i kogo chce, i nikt nie ma prawa w to włazić z jakimiś definicjami! Jezus kazał kochać i nie oceniał negatywnie. Przerywam mojej rozmówczyni, sugerując delikatnie, że w Ewangelii Jezus daje jednak kilka wskazówek, czym JEST prawda miłości, i że rozmijając się z nią, ”kochamy” nieprawdziwie. – MÓJ Jezus afirmuje wszystkich!– ucina dyskusję dziewczyna, zbiera swoje rzeczy i wybiega, by już nie wrócić na dalszą część konferencji, zatytułowanej – nomen omen – „Miłość i odpowiedzialność”.

Dzisiejsze czytania pokazują bardzo wyraźnie, za co jesteśmy odpowiedzialni: za prawdę obiektywnej rzeczywistości, którą jest uprzednie wobec nas Boże działanie. To On nas ukształtował od urodzenia, to On otworzył nam uszy i stał się naszą siłą, a ponieważ to Jego prawo jest wypisane w naszych sercach, tylko pełnienie Jego woli może być naszą radością. Liturgia zaprasza nas dzisiaj, by stać się sługami tej rzeczywistości, której nie jesteśmy autorami, lecz którą otrzymujemy i na którą odpowiadamy, jak Jan Chrzciciel – by przez nasze życie w zamęcie współczesności mogła objawić się światłość Tego, który jest wcześniej od nas i który pragnie, by Jego zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

Łukasz Miśko OP
pobrano z: miesiecznik.wdrodze.pl