Nikt czyli ktoś

XXII NIEDZIELA ZWYKŁA, 28 sierpnia 2016

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Potem opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich:
«Jeśli cię ktoś zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by przypadkiem ktoś znamienitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: „Ustąp temu miejsca”, a wtedy musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce.
Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».
Do tego zaś, który Go zaprosił, mówił także: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych».
(Łk 14, 1. 7 – 14)

W latach 80. pojawiła się reklama walkmanów, której slogan brzmiał: „Załóż słuchawki, żeby nie przeszkadzać innym”. Sądzę, że gdyby hasło wymyślano dzisiaj, brzmiałoby odwrotnie: „Załóż słuchawki, żeby inni tobie nie przeszkadzali”. To charakterystyczne dla kultury, która w centrum stawia samorealizację. Mam prawo do, ma być po mojemu, w każdej dyskusji chcę zająć stanowisko, mieć ostatnie słowo. Inni mają się dostosować, Bóg także. „Jedynej śmierci, jakiej należy pragnąć, to śmierć własnego »ja«, śmierć egoizmu, starego człowieka” – twierdził mój dominikański mistrz o. Joachim Badeni. Od wieków tradycja chrześcijańskich mnichów kładzie nacisk na wolność w Bogu, którą się osiąga przez uwolnienie się z egoizmu, samolubnych żądań, pragnienia dominowania nad innymi. W takiej postawie „zajmowania ostatnich miejsc” tkwi przekonanie, że jeśli człowiek wyrzeknie się swojej własnej woli, będzie prowadzony bezpośrednio przez Boga i Bóg będzie poruszał nim we wszystkim. Człowiek wówczas zapomina o sobie, ale nie po to, żeby siebie zniszczyć, ale by zyskać. To jeden z ewangelicznych paradoksów.

Kolejna propozycja Jezusa wydaje się również niezrozumiała. Do szczęścia ma prowadzić taki rodzaj posługi, w której nie możemy liczyć na ludzką wdzięczność. Za taką postawę ma być największa nagroda. Najpiękniejsza jest taka służba, która nie zobowiązuje do odpłaty i o której wie tylko Bóg. Szczytem chrześcijańskiej służby jest przecież umrzeć za tych, którzy nas zabijają. Choćby wówczas, gdy ranią słowa bliskiej osoby, a ty to cierpienie ofiarowujesz za nią. Taką służbę można znaleźć, znosząc kogoś przykrego i nie odpłacając mu nienawiścią (pielęgnowana najpierw zabije nas samych), lecz modlitwą.

Oznaką prawdziwego nawrócenia jest radość z małości. Święci doskonale znali te Boże upodobania, dlatego tak bardzo chcieli być przy Nim, że nawet za cenę wzgardy usiłowali zdobyć Jego zmiłowanie. Pragnienie nieposzanowania przez innych to wyraz pokory. Prawdziwa wolność jest bowiem niezależna od ludzkich opinii, ziemskich sukcesów czy niepowodzeń. Dla Niego „nikt” oznacza „ktoś”, „ostatni” staje się „pierwszy”, a „nic nie warty” oznacza „najwartościowszy”. Jeśli więc czujesz się niezauważony i wzgardzony, a ludzkie słowa ranią jak okaleczenia nożem, to właśnie wówczas masz największe prawo do Jezusowych ramion. Jesteś bardzo ważny, ponieważ najważniejsi są dla Boga ci, którzy dla świata są nieważni.

Krzysztof Pałys OP
pobrano z: miesiecznik.wdrodze.pl