Niebieski dług

XXIX NIEDZIELA ZWYKŁA

Faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Jezusa w mowie.
Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. Powiedz nam więc, jak ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek cezarowi, czy nie?»
Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu wystawiacie Mnie na próbę, obłudnicy? Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara.
On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc cezarowi to, co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga».
(Mt 22, 15 – 21)

Oby wreszcie nic nikomu nie być dłużnym. Już o nic nikogo nie prosić. Zarobić, zaharować się i mieć. Można potem oczywiście się dzielić, ale nie z obowiązku, tylko z własnej nieprzymuszonej woli, tylko z własnej woli. Samostanowiący, niezależny, niezawisły. I najlepiej, żeby inni też byli tacy: niezależni. By nie dręczyli prośbami o chleb, o czas, by nie zawracali głowy, by byli rzutcy, dojrzali.

Żeby Bóg też był taki: ma przecież wszystko, niby niczego nie potrzebuje, a cały czas wymaga uwagi, a nawet czci. Dobrze byłoby płacić abonament religijny, jak za komórkę, i mieć na jakiś czas spokój. Ale On nie, nie chce. Jakby chciał być związany obietnicą, wdzięcznością, pamięcią… miłością.

Ja sam, bez wdzięczności, bez pomocy, bez łaski – to teologia piekła. Miejsca, w którym ludzie są nieskończenie daleko od siebie – bo się nie potrzebują. Miłość krępuje, uzależnia moje szczęście od drugiego człowieka. Polega na zaciąganiu coraz większych długów, których nie można spłacić, których nie powinno się spłacać. Prośba o pomoc staje się błogosławionym pretekstem, żeby związać się obietnicą, przysięgą bezterminową. Nie ma mowy o łaskawym dawaniu z „mojego”, bo jest tylko „nasze”.

Największym chyba nieszczęściem jest absolutna niezależność, bo oznacza absolutną samotność. Gdy nikt nie potrzebuje Twojej pracy, nikt na Ciebie nie czeka, nie chce Twojej pomocy, nie prosi o czas, obojętna jest mu Twoja modlitwa. Każda wyciągnięta ręka, telefon, oczekiwanie są szansą, faktem przeciw logice i geografii piekła. Co więcej, i Twoja potrzeba, pragnienie i samotność są szansą dla drugiego, dla jego sensu. Po to Bóg stworzył nas niedoskonałych, byśmy byli różni, mieli potrzeby – tak nakierowuje nas na tajemnicę miłości, w której nie chodzi już o zaspokajanie pragnień, choćby najsubtelniejszych i szlachetnych, ale o samą wymianę.

Oddaj Bogu i człowiekowi – hojnie, weź od Boga i człowieka – ufnie. Niech rośnie niebieski dług i więzy zależności, aż będzie można zbliżyć się do tego, co rzekł Jezus o swojej więzi z Ojcem: „Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje” (J 17,10). On już dał wszystko, jeszcze trzeba dorównać Mu kroku.

Łukasz Popko OP
pobrano z: miesiecznik.wdrodze.pl