Cywilizacja Naj

CHRZEST PAŃSKI

Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?»
Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie»
(Mt 3, 13 – 17)

Cywilizacje się rodzą, rozwijają, przeżywają kryzysy, a w końcu giną w mroku dziejów. Jest jednak cywilizacja, która trwa nieprzerwanie, niezależnie od czasu i miejsca – to cywilizacja Naj. Widać ją wszędzie: w megalitycznych budowlach, w piramidach, w średniowiecznych katedrach, renesansowych pałacach i w wieżowcach Manhattanu. Naczelną jej zasadą jest niechęć do zwyczajności, bo wszystko musi być „naj”. Najpiękniejsza kobieta, najwyższy mężczyzna, najszybszy samochód, najbogatszy przedsiębiorca. Można przejść na drugą stronę skali, ale i tam cywilizacja Naj świetnie się trzyma: najkrótszy wiersz, najmniejszy pies, najbrzydsza kreacja wieczorowa czy najprostszy mechanizm.

Kilka razy w życiu stałem nad brzegiem Jordanu, w miejscu, w którym Chrystus miał przyjąć chrzest od ostatniego z proroków Starego Testamentu. Jordan jest przeciętną rzeką – jak tysiące innych rzek, potrafi groźnie wylać, lecz zwykle toczy swe wody spokojnie i bez hałasu. Kraj, przez który płynie, jest zwyczajnym krajem – to soczewka Biblii każe nam patrzeć na niego jak na centrum świata. Nic więc dziwnego, że Bóg, który wykracza poza wszelkie najbardziej wyszukane ludzkie przymiotniki, unika cywilizacji Naj. On szuka miejsc zwyczajnych i wchodzi w codzienność, nie potrzebuje blasku złota, odcienie szarości zupełnie Mu wystarczą. Nie żąda też od nas niczego wyjątkowego. Nawet słowa Apokalipsy, które ganią letniość (Ap 3,15), nie każą nam być najgorętszymi lub najzimniejszymi – wystarczy, jeśli będziemy gorący lub zimni. Babcia jednej z moich znajomych na pytanie, dlaczego się zdecydowała w czasie wojny ukrywać żydowskich sąsiadów, odpowiedziała: „To było normalne”.

Jeśli chcesz spotkać Boga, trzymaj się z dala od cywilizacji Naj. Szukaj Go raczej w cichym szumie wód Jordanu, w tym, co epikurejsko-stoicka filozofia z upodobaniem nazywała „złotym umiarkowaniem” (aurea mediocritas) – tam Go odnajdziesz.

Paweł Krupa OP
pobrano z: miesiecznik.wdrodze.pl